poniedziałek, 15 lutego 2016

Oszukując samą siebie. Rozdział 18



Następnego dnia Silena zasiadła do śniadania z uśmiechem na twarzy. To był jeden z tych dni, w którym nie musiało się wydarzyć nic szczególnego, żeby wywołać dobry humor. Ten humor po prostu przyszedł do Sileny w łagodnym słonecznym świetle przebijającym się przez okna domku Afrodyty, w dobrze układającej się fryzurze oraz w możliwości założenia nowego szala w kolorze fuksji, który wspaniale podkreślał jej nieskazitelną cerę. W takie dni po prostu chciało się żyć i pokazywać ludziom, nawet jeżeli przez nadchodzącą zimę robiło się coraz chłodniej, a noc trwała jeszcze dłużej. Nawet jedzenie smakowało lepiej niż zwykle. Silena czuła się pewnie wokół kochających ją osób. Wymieniała co chwila radosne spojrzenia z siedzącą naprzeciwko Lacy oraz łapała jak zwykle ironiczny uśmiech Annabeth, krzątającej się przy stoliku dzieci Ateny. Silenie nie przeszkadzało nawet, że się trochę spóźniła i nie wygrała codziennej walki o owoce.
— Wypad — zmącił spokój głos Drew. Silena poderwała głowę, żeby móc zobaczyć szyderczy uśmiech na twarzy siostry. — Chcę usiąść obok Sileny.
— Ale Silena nie chce usiąść obok ciebie — odparowała, zatrzymując ręką wstającego już Gregory’ego. To, że wymyśliła tak szybko zgrabną ripostę, było naprawdę niesamowite. Aż uśmiechnęła się do Drew, która chyba jednak nie załapała tego żartu ani nie podzielała dobrego humoru Sileny.
Gregory patrzył niezdecydowany to na jedną, to na drugą siostrę. Co prawda Silena była grupową domku, ale Drew stanowiła większe zagrożenie, którego nie można było zignorować. Bąknął pod nosem coś w stylu „nie ma sprawy” i zmył się na drugi koniec stolika. Silena westchnęła ze zrezygnowaniem, ale zabrała rękę, umożliwiając Drew usadowienie się obok niej. Zabrała się z powrotem za swoją kanapkę z sałatą, wymieniając z Lacy znaczące spojrzenia. Nie mogła się też nie uśmiechnąć, widząc jak Mitchell zmierzył  wzrokiem nowo przybyłą od góry do dołu i skrzywił się z niesmakiem na widok dużego dekoltu. Pokrzepiła się myślą, że chociaż Drew miała aspiracje do zostania grupową, Silena cieszyła się mimo wszystko większym poparciem ze strony rodzeństwa.
Jak zwykle od razu przycichły też rozmowy. Silena nie mogła do tego dopuścić, więc zagadnęła Lacy:
— Masz świetną fryzurę. — I tyle wystarczyło. Lacy od razu się rozpromieniła i zaczęła nawijać o znalezionym czasopiśmie i opisanych w nim sposobach upięcia długich włosów. Jako że potomkom Afrodyty tematy te nie były obce, każdy dorzucił własne rady i dorzucił kilka komplementów na temat włosów Lacy, co (jeżeli to możliwe) tylko powiększyło jej euforię i wprawiło w jeszcze lepszy nastrój.
Nikt już nie zwracał uwagi na Drew, co było dla niej nie do zniesienia, a co Silena obserwowała z zadowoleniem, śmiejąc się razem z rodzeństwem. Zerknęła na siostrę na chwilę spod spuszczonych rzęs, unosząc w górę kąciki ust. Może i zachowywała się jak typowa wredna pinda, ale przynajmniej nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia; w końcu ze strony Drew nie spotykało jej nic innego.
Silenę cieszyła również nieobecność Drake’a. Wczorajszego wieczoru spędzili dużo czasu na rozmowie i przytulaniu, wymigując się od obozowych obowiązków. Dobrze im się razem nic-nie-robiło. Dlatego Silena potrzebowała teraz trochę czasu bez chłopaka na zebranie myśli i rozeznanie się we własnych uczuciach. Po tym, co razem przeszli — a czego i Drake nie pamiętał… — dziwiła się sama sobie, z jaką łatwością w te kilka dni udało jej się przejść ze strachu do początku czegoś, co mogłaby nawet nazwać związkiem. A po ich rozmowie wiedziała, że Drake chciałby z nią być. Nawet kiedy Silena go spytała, dlaczego nie ucieka z krzykiem przed tym dla niego obcym światem rodem z mitologii, Drake tylko się roześmiał i powiedział, że nie czuje się tym faktem przytłoczony. Owszem, jest to dla niego nietypowa sytuacja — ale akceptuje pochodzenie Sileny i cieszy się, mogąc poznać prawdę. Zapewnił też, że poczeka, aż Silena sobie wszystko w głowie ułoży, a dopiero potem zacznie ją nazywać swoją dziewczyną. To wyznanie wprawiło Silenę w dziwną radość, a zarazem postawiło ją w niekomfortowej sytuacji. Miała dzięki Drake’owi przejść obozową inicjację, a nie poddawać się jego czarowi, kiedy okazało się, że jest przystojnym i w miarę porządnym chłopakiem.
Z zadumy wyrwał ją przenikliwy śmiech Drew. Rozmowa przy stoliku, która zdążyła przejść z włosów do najzdrowszych śniadań, nagle ucichła. Silena przewróciła oczami, mając w głowie tylko jedną myśl: niech Drew sobie pójdzie i nie niszczy tego pięknego dnia.
— Ojej — powiedziała Drew, robiąc minę smutnego, małego dziecka. — Czyżbym psuła wam zabawę?
Silena nie miała wątpliwości, że to było pytanie retoryczne, dlatego zignorowała siostrę.
— Co mówiłeś o tych cudownych właściwościach ogórka? — spytała Mitchella, zachęcając go do wznowienia tematu.
Mitchell otworzył usta, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Drew odzyskiwała kontrolę nad sytuacją.
— Silena, dlaczego bezczelnie wykluczyłaś mnie właśnie z rozmowy? — powiedziała dość głośno, by wszyscy, którzy jeszcze ośmielili się coś mówić przy stoliku Afrodyty, zamilkli.
— Przepraszam, Drew, jeżeli tak się poczułaś. Oczywiście nie chciałam — odpowiedziała Silena spokojnie, czując, jak jej dobry humor powoli się ulatnia. Odkąd Drew przy niej usiadła czuła, że coś się kroi. — Nie obrażaj się na mnie, proszę.
Drew zignorowała tę prośbę.
— Oczywiście nie chciałam — przedrzeźniała siostrę, usiłując imitować jej głos. Silena patrzyła na nią morderczym wzrokiem. — Ty nigdy oczywiście-nie-chcesz!
Silena rozejrzała się nerwowo dookoła. Odszukała wzrokiem Annabeth, ale ta patrzyła teraz na Drew, która właśnie ostentacyjnie wstała z miejsca. Cisza panująca przy stoliku domku Afrodyty rozniosła się jak grypa po innych stolikach i sparaliżowała stołówkę, która patrzyła na początek walki między siostrami. Afrodyta, Atena, Demeter, Iris, Dionizos, Hermes… Silena już wiedziała, że dzięki tym domkom to się rozniesie po całym Obozie Herosów, jeżeli szybko czegoś nie zrobi.
— Drew, może usiądziesz? — Chwyciła siostrę za rękę, ciągnąc z powrotem w dół.
Ale Drew nie chciała współpracować. Jak na złość weszła jeszcze na ławkę, na której przed chwilą siedziała. I, co z niechęcią musiała przyznać Silena, w kurtce i granatowym szaliku wyglądała bardzo dobrze.
— Jak ja mogę usiąść, kiedy jesteś dla mnie taka niedobra? — zapytała z wyrzutem.
— Ja? — Silena też mimowolnie wstała, nie chcąc zadzierać wysoko głowy. — Niby kiedy?
— Jak miło, że zapytałaś! — Uśmiech Drew mógłby w tym momencie zyskać tytuł Najbardziej Złośliwego Uśmiechu Świata. — Moi drodzy współobozowicze! Nadszedł czas, żebyście poznali całą prawdę o grupowej domku Afrodyty, Silenie Beauregard.  Ta dziewczyna to nie tylko oskarżycielska, obłudna, dwulicowa i…
— Niesamowicie zdziwiona tą absurdalną sytuacją! — wtrąciła Silena głośno, rozglądając się gdzieś w poszukiwaniu pomocy. Lacy i Mitchell gapili się tylko na Drew z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami. Annabeth nigdzie nie było widać. Miranda od Demeter próbowała w jakiś sposób zmusić rodzeństwo do powrotu do śniadania, ale nic tak nie pomaga w zapomnieniu o jedzeniu jak dobra scenka. A Drew dopiero się rozkręcała.
— W dodatku niemiła i przerywająca ludziom w mówieniu prawdy osoba, ale też okropna siostra! — ciągnęła, niewzruszona, wchodząc na stół między talerze a tacki z chlebem. — Odkąd tylko wróciła do Obozu Herosów, nie daje mi spokoju. Wiecie, co zrobiła pierwszego dnia? Oskarżyła mnie o to, że chcę ją zniszczyć i przejąć funkcję grupowej! A czy ja kiedykolwiek ją wyzwałam na pojedynek z tego powodu? Czy podburzałam domek Afrodyty przeciwko niej? Czy tak robiłam? Lacy?
Odwróciła się gwałtownie i wycelowała palec z idealnym paznokciem pomalowanym na ostro różowy kolor w siostrę, która przełknęła ślinę, gdy tylko się zorientowała, że naprawdę została wciągnięta w to szaleństwo. Na Lacy zwróciły się oczy wszystkich gapiów, co wprawiło ją w jeszcze większe zdenerwowanie. Dopiero kiedy Mitchell trącił ją łokciem, zdołała w jakiś sposób odchrząknąć i wyjąkać coś pod nosem. Jeszcze raz odchrząknęła i popatrzyła na Silenę, która wpatrywała się w nią błagalnym wzrokiem.
— Niby nie, ale za to…
— Słyszeliście wszyscy! — ogłosiła triumfalnie Drew, zasłaniając protestującą Lacy przed oczami zebranej publiczności, bo tylko tak się dało nazwać tłum gapiów. Silena wyczuła, że coś jest nie tak. Powietrze zrobiło się trochę gęstsze i wypełnił je słodki aromat. — Jak już wiecie, zostałam przez Silenę oskarżona o próby buntu. A ja tylko podrzucałam niewinne sugestie, małe popraweczki — pokazała na palcach dla zobrazowania malutką wolną przestrzeń między swoimi palcami — które mogłyby pomóc w lepszej organizacji życia w naszym domku. Siena ciągle lekceważy wielopokoleniowe tradycje naszego domku. Czy można mnie więc winić za zwrócenie jej uwagi jak na oddaną córkę Afrodyty przystało?
— Przepraszam za Drew, ona nie wie o czym mówi — wydukała Silena, nadal w szoku. Siostra stawiała ją w złym świetle, robiąc z siebie ofiarę, niedocenianą obrończynię dzieci Afrodyty. — Przeniesiemy się do naszego domku i tam wszystko sobie wyjaśnimy. Prawda? — dodała z naciskiem, wyciągając rękę do Drew. A Drew ją zignorowała, pochłonięta przemawianiem do tłumu. Coś w intensywności jej spojrzenia i napiętym ciele kazało się Silenie zastanowić.
— Nawet teraz, gdy próbuję powiedzieć całą prawdę, Silena chce mnie powstrzymać. Mści się za mnie cały czas, bo mam czelność jej powiedzieć, jak jest naprawdę. — Głos Drew się załamał, a ona sama ukryła twarz w dłoniach. Jej ramiona drżały.
Na hełm Hadesa, pomyślała Silena. Tylko nie scenka z udawanym płaczem.
— Chciałabym publicznie ogłosić, że moja siostra ma właśnie chyba lekkie załamanie nerwowe i wyolbrzymia jedynie swoje wyobrażenia — powiedziała, przybierając współczującą minę oraz pocierając ręką ramię Drew. — Proszę, wróćcie do jedzenia i zapomnijcie o tej scenie.
Tłum poruszył się lekko, a obozowicze zaczęli między sobą szeptać. Ale nikt nie posłuchał Sileny. Co najdziwniejsze, nikt nie skorzystał z nieuwagi rodzeństwa i nie zabrał ze stołu co smaczniejszych kąsków. Silena była pewna, że niektórzy od razu wzięliby się za jedzenie, korzystając z zamieszania.
Nagle ją olśniło.
— Co ty wyrabiasz? — wysyczała Silena do Drew. — Nie wolno ci w ten sposób stosować czaromowy!
— Odpłacam ci się za wszystko, siostrzyczko. — Drew uśmiechnęła się gorzko.
Silena nagle zdała sobie sprawę, że może chodzić o ten pocałunek z Beckendorfem przy ognisku, o którym jeszcze z Drew nie rozmawiały. Poczuła, jak zimny pot spływa jej po plecach. Drew byłaby zdolna do ośmieszenia jej przed całym Obozem Herosów w odwecie za pocałowanie jej chłopaka. Silena zdawała sobie sprawę, że jeszcze nie przeprosiła ani siostry, ani Charlesa. I, co gorsze, czuła się z tym źle. Jeżeli Drew wyciągnie tę kartę, Silena będzie bezbronna.
Gdzie był Chejron, kiedy go potrzebowała? Centaur powinien tu być i ustrzec wszystkich przed skutkami samowolki Drew. Mówiąc szczerze, Silena w tym momencie ucieszyłaby się nawet na widok Pana D.
— Nie uciszysz mnie teraz, kiedy wreszcie mam odwagę coś powiedzieć! — krzyknęła Drew, a po jej przejmującym płaczu nie było ani śladu. Gdy już Silena wyczuła czaromowę w głosie siostry, czuła każdy wibrujący magią dźwięk i widziała twarze pełne bezgranicznej ufności. — Musicie wiedzieć, że za tą śliczną buźką kryje się dwulicowy potwór. Dla was jest miła, uśmiecha się, nawiązuje rozmowy… Wszystko po to, żeby stworzyć pozory! Mnie traktuje jak śmiecia. Nienawidzi mnie, rozumiecie? Nienawidzi własnej siostry!
Silenie stanęły łzy w oczach. Nie wiedziała czy z żalu, czy ze wściekłości. Do tej pory udawało jej się opanować emocje, ale teraz sięgnęły zenitu. Nie mogła dłużej ignorować oszczerstw Drew — zwłaszcza nie wtedy, kiedy obozowicze zaczynali coraz głośniej rozmawiać i wierzyć jej słowom.
— To ty mnie nienawidzisz! Dlatego stoisz tu przed połową Obozu Herosów i mówisz kłamstwa! — Usiłowała uruchomić swoją czaromowę, ale jak zwykle próba spełzła na niczym. Ostatnio sztuczka udała jej się na Drake’u… Ale Drake nie był opornym tłumem będącym pod silnym urokiem innego dziecka Afrodyty.
— Widzicie? Mówiłam wam! — Drew triumfowała. — Taka jest prawdziwa Silena Beauregard. Tłumaczy się moją rzekomą nienawiścią do niej. A tak naprawdę nie robi nic oprócz szukania zemsty na członkach jej własnej rodziny. Jest w stanie zniszczyć ich miłość, by dopiąć swego. — Silenę zatkało. — Widzicie, jak się rumieni? To tylko dowód, że mówię prawdę. Pocałowała mojego chłopaka, żeby mi dopiec! Zabiera mi miłość, której opiekunką jest nasza matka.
Silena ganiła się w duchu za brak opanowania. Nie przychodziła jej do głowy żadna sensowna odpowiedź, która zabrzmiałaby wiarygodnie dla tłumu gapiów; a nawet gdyby taka istniała, i tak niezbyt wiele by zdziałała. Znający Drew wiedzieli, że może przesadzać — ale na ile jej słowa zdołały zasiać w ich głowach niepewność? Silena nie chciała stracić zaufania; nie tych ludzi, którzy znali jej prawdziwą, półboską naturę i mogła przy nich być naprawdę sobą.
W dodatku wiedziała, że Drew może jednak ma w jakimś stopniu rację. Czy Silenę usprawiedliwiał zaprawiony alkoholem poncz? Może procenty tylko jej pomogły w zrobieniu tego, co dawno chciała zrobić: choć raz wygrać z siostrą.
Silenie zawsze wydawało się jednak, że tą wyczekiwaną walkę wygra uczciwie, nie raniąc uczuć Drew.
O ile Drew miała jakieś uczucia.
— O kurczę, omija mnie imprezka? — do uszu Sileny dobiegł jęk dobiegający z prawej strony. To Leo prowadził na śniadanie domek Hefajstosa. Silena przegryzła wargę do krwi, gdy zobaczyła w tłumie Beckendorfa.
Zamknęła oczy, mocno zacisnęła powieki. Gdy je otworzyła, wszystko wyglądało identycznie. Drew nadal stała w tym samym miejscu, trzymając w swoich różowych szponach połowę Obozu Herosów. Bogowie nie odpowiedzieli na błagania Sileny, by to wszystko okazało się złym snem.
— Jedyne, co cię omija, Leonie Valdezie, to prawda o Silenie — powiedziała, wlepiając w niego swoje oczy węża. Leo uśmiechnął się głupawo i zamilknął. — Beckendorf, skarbie! Podejdź tu. — Głos Drew aż wibrował od czaromowy. Silena zastanawiała się, na ile jeszcze starczy Drew sił, by kontrolować tylu ludzi. Ile jeszcze zdąży powiedzieć? Jak bardzo namieszać Silenie w życiu?
Nadzieja, że Drew kończy się siła, umarła ostatnia. Silena patrzyła z przerażeniem, jak siostra obejmuje w posiadanie również domek Hefajstosa, powtarzając po raz kolejny kłamstwa na temat Sileny, równocześnie przywołując do siebie Beckendorfa. Silenie serce pękało na małe kawałki, gdy widziała niezrozumienie na jego twarzy. Zapewne to pierwszy raz ktokolwiek stosował na nim tak mocny czar, więc jego mózg jeszcze próbował się opierać magii.
Silena wiedziała, że czaromowa Drew jest silna. Dotychczas nie zdawała sobie sprawy, że aż tak silna. Mogłaby im w tej chwili kazać robić, co tylko zechce, a Silena nie potrafiłaby temu zapobiec. Co z niej była za grupowa? Może Drew miała w jakimś stopniu rację. Może sama Afrodyta miała rację.
— Sil, pomocy. — Silena usłyszała szept Mitchella. — Wiem, że to nieprawda, ale zaczynam wierzyć — wydukał, marszcząc brwi.
Silena przełknęła z trudem ślinę. Zerknęła na Lacy, która już się poddała. To było straszne — widzieć armię ludzi posłusznych jednej osobie. Dlaczego Afrodyta dała swoim dzieciom władzę zdolną manipulować tłumami?
— Drew, przestań! — potrząsnęła siostrą. — Nie widzisz, że pozbawiasz ich wolnej woli? Tak nie można!
Drew się roześmiała.
— Nie moja wina, że są słabi. Po prostu widzą, czym jesteś. On też zobaczy. — Jej wzrok powędrował w stronę znajdującego się w odległości kilku metrów Beckendorfa.
Silena pokręciła gwałtownie głową. Nie mogła uwierzyć, że jej siostra była tak zaślepiona gniewem, że mogła tak po prostu stwierdzić, że wolno jej grzebać w umysłach ludzi. Zamiast porozmawiać z Sileną chciała ją po prostu upokorzyć. Silena musiała złamać czaromowę, którą posługiwała się jej siostra; nie widziała innego sposobu, by zakończyć to szaleństwo.
Problem w tym, że Silenę do tej pory jej własna czaromowa jedynie zawodziła. Poza tym jednym razem. Co wtedy ją popchnęło do działania?
Strach. Bała się, że Drake ją skrzywdzi. Zadziałał naturalny mechanizm obronny, który uwolnił się pod wpływem emocji. Chociażby nie wiadomo jak chciała zapomnieć, widok ciemnej alejki i dziwny błysk w oczach Drake’a w świetle ulicznej latarni już zawsze będą ją nawiedzać w najgorszych koszmarach. Problem nie tkwił jednak w Drake’u. Nie był winny temu, że Afrodyta go użyła do swoich własnych, nieznanych Silenie celów. Najgorszy w tym wszystkim był całkowity paraliż — niezdolność do krzyknięcia, ucieczki, logicznego myślenia… Bierne poddanie się losowi.
Ale czy na pewno tylko strach?
Silena patrzyła na uśmiechającą się z wyższością Drew, intensywnie przeszukując swoją pamięć w poszukiwaniu wskazówek. Wtedy lęk przejął nad nią kontrolę. Ale było coś jeszcze, czego we wcześniejszych próbach nie uwzględniała: pewność siebie. Świadomość, że jest córką Afrodyty a zarazem grupową jej domku w Obozie Herosów. Piękno. Subtelność i siła w jednym ciele. Skoro miała w sobie dar bogini, dlaczego nie miałaby być lepsza niż Drew? Dlaczego nie pozwoliła sobie w to uwierzyć wcześniej, zanim sprawy zaszły za daleko?
Silena powoli patrzyła, jak uśmieszek Drew znika, w miarę jak unosząca się wokół nich aura zmieniła zapach ze słodkich perfum w aromat przypominający łąkę pełną kwiatów. Stanęła przodem do zgromadzonych obozowiczów i wyrzekła ciszej niż szept jedno słowo:
— Stop.
Drew patrzyła na nią z niedowierzaniem. I, jakimś cudem, dzień znowu był piękny.




O kurczę, to chyba pierwszy raz w 2016 roku na Twórczości. Co daje nam zaległe życzenia z okazji Nowego Roku i... Nie, jednak nic Wam nie będę życzyć z okazji Walentynek. Nie poddam się światowemu szaleństwu tego skomercjalizowanego święta. A wiecie dlaczego? Bo Was, Czytelników, kocha się po prostu przez cały rok :). Za to że czekacie, komentujecie (tak, nadal próbuję namówić do częstszego pokazywania się w komentarzach)... Jednym słowem: JESTEŚCIE.
Dobra, koniec podlizywania się ;).

Ogłoszenia parafialne
1. Fabuła OSS jest już rozpisana. Opowiadanie na sto procent będzie skończone, udoskonalone i spakowane do formatu PDF razem z epilogiem oraz dodatkiem (ami?) specjalnymi (na pewno jednym, bo już nad nim pracuję).
2. Rozdziału 19 wypatrujcie na 100% w marcu, a zwłaszcza 14 marca (kto wie, co to za data, wygrywa dedykację do dziewiętnastki).
3. Zapraszam na swojego fanpage'a na Facebooku, gdzie warto mnie czasem kopnąć w dupę, karząc mi pisać następną część OSS albo cokolwiek innego, co mogłoby się znaleźć w tym zbiorku skrawków zakończonych projektów, jakie macie przyjemność (przynajmniej mam taką nadzieję) czytać na Twórczości.

To jak wam się podobał pełnoletni rozdział? :)
(błagam, doceńcie tego słabego suchara)

25 komentarzy:

  1. Czyżbyś była pierwsza? ;-)
    Rozdział niesamowity, zresztą jak zawsze ;-) Kiedy tylko zobaczę nowy rozdział nie mogę się od niego oderwać! Piszesz naprawdę wciągająco :-) No cóż, czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, miało być *czyżbym
      I jeszcze jedna rzecz - fajny i adekwatny do sytuacji suchar ;-)
      Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy, Mar :-)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo - zarówno za komentarz jak i wiadomość na Facebooku :) No i plusik dla Ciebie za docenienie suchara!
      Pozdrawiam :)
      M.

      Usuń
  2. Merr co z tobą? Czy tylko mi się wydaje, czy piszesz gorzej niż wcześniej? Nie oceniam, bo jest ok., ale coś mi... przeszkadza... Nie jest tak jak wcześniej :/

    PS. Oczywiście, że 14 marca to twoje urodziny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że patrzyłam na ten komentarz dobre kilka minut, zajęta rozmyślaniem nad tym, o co chodzi. Co dokładnie się zmieniło? Gdybym wiedziała, może mogłabym to zrozumieć, jakoś odpowiedzieć... A tak nic. Pustka.
      Jedyne co mogę ewentualnie powiedzieć to to, że ludzie się zmieniają, więc to logiczne, że mój styl też trochę się ewoluuje. Nie wiem czy to "gorzej" czy lepiej. Zgaduję że to kwestia tego, że mnie pewne rzeczy umykają, a co może widzą czytelnicy :)
      Jeżeli chcesz ze mną pogadać na ten temat (a byłoby to dla mnie rozwiązaniem tej zagadki), pisz do mnie na maila mary00614@gmail.com :) Albo po prostu odpowiedz w komentarzu.
      M.

      Usuń
    2. Napisałam już wylewnego maila... mam nadzieję, że starczy

      Usuń
  3. Eh, chciałam przeczytać ten rozdział wcześniej, ale cały czas coś mi wypadało :/
    Ok, ale teraz już do rzeczy:
    Rozdział (jak zwykle!) świetny. Kocham u Ciebie to, że umiesz niezwykle interesująco napisać rozdział, nie stosując wielu dialogów (co jeszcze nigdy mi się nie udało^^).
    Drew ma jednak tupet. Za jeden pocałunek robić aż takie świństwo? (Co nie znaczy, że nie uważam tej zemsty za genialną. Była świetna. Gdybym sama miała dar czaromowy, od razu bym ją wypróbowała). Jednak wydaje mi się, że Sil nie zasługiwała na aż tak okrutny odwet. No ale cóż, mówimy przecież o Drew, a u niej wszystkie zasady moralne zostały już dawno zmyte razem z niemodnym kolorem lakieru do paznokci :P
    Ach, gdy przeczytałam imię ,,Leo", już miałam palpitacje, bo doskonale pamiętam, że Valdez jest u ciebie idealny. I nawet po tym krótkim fragmencie stwierdzam, że znowu był świetny. Mogłabyś napisać osobne opowiadanie o Leosiu i czytałabym je po kilka razy dziennie *.*
    Wciąż zastanawiam się, jak skończy się OSS i nie umiem nic wymyślić. Akcja u Ciebie jest tak mało stereotypowa, że nie sprawdza się prawie nic z rzeczy, których się domyślam. Jest to bardzo dobre zjawisko, bo mam już dosyć czytania ff, w których po dwóch rozdziałach można przewidzieć zakończenie.
    Oczywiście, że 14.03 masz urodziny ;) niestety osoba wyżej już mnie ubiegła, ale przysięgam, że wiedziałam to wcześniej.
    Odnosząc się jeszcze do poprzedniego komentarza, Twój styl pisania rzeczywiście nieco się zmienił. Według mnie jednak nie na "lepszy" (jeżeli się da) lub "gorszy", tylko... po prostu przeszedł metamorfozę w obrębie samego siebie. Może po prostu dorósł. Co jest całkiem naturalne. Niedawno uświadomiłam sobie, że czytam OSS już od roku (kilka dni temu wypadła rocznica) i gdy zobaczyłam ile we mnie zmieniło się od tego czasu, wcale nie zdziwiłam się, widząc, że ktoś zwrócił uwagę na ewolucję Twojego języka. Ona po prostu musiała kiedyś nastąpić. Jak pisałam, nie chodzi o pogorszenie, jedynie może większe zwracanie uwagi na inne kwestie (nie wiem, jak konkretniej sformułować swoje myśli).
    Ale pod tym wszystkim, pod tą całą ewolucją, nadal jest nasza stara Merr. Merr, którą kocha się przecież przez cały rok, nie tylko w walentynki/dzień dodania rozdziału :*
    I ostatnie: suchar na końcu był bardzo udany. I suchy :D
    Wydaje mi się, że nieco się rozpisałam...
    Gorąco pozdrawiam i życzę duuuuuużo weny! Johanna Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy rozdział. Nareszcie.
    Merr co z tobą? Kiedyś rozdziały pojawiały się zdecydowanie częściej. Ale nie narzekam bo rozdział całkiem fajny i już nie mogę się doczekać następnego.
    Mam nadzieję ( bo czuję że już niedługo historia Sileny dobiegnie końca ), że dalej będziesz pisała i że masz już pomysły na inne opowiadania. Może coś z punktu widzenia Clarisse? Bo to jedna z moich ulubionych postaci... chociaż i tak mam nadzieję że napiszesz jakieś Percabeth <3
    Ale to już koniec tego ( długiego ) wstępu. Rozdział jak zawsze świetny i naprawdę ciężko jest się do czegoś przyczepić. Może lepiej by było gdybyś wprowadziła jakiś inny wątek... nie, tak jest grnialnie i nie ma czego zmieniać. No może poza częstotliwością wysylania rozdziałów.
    Już niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i całuję

    A i data to oczywiście twoje urodziny

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, że dopiero teraz, ale klasa maturalna daje mi się w kość, a jeszcze za trzy tygodnie mam trzeci etap olimpiady z łaciny, więc w ogóle... A w dodatku mama doprowadza mnie do szału i w sobotę zwyczajnie wkurzyłam się, spakowałam rzeczy i pojechałam do koleżanki na noc, bo w domu nie wytrzymywałam. Z serii moje wesołe życie ;)No ale przecież tak nie może być, żebym nie skomentowała! Także jestem i już przechodzę do rozdziału!
    Przyznam, że kiedy czytałam, miałam dość kiepski dzień, ale opis poranka Sileny od razu poprawił mi humor. Aż pozazdrościć normalnie! Do czasu przynajmniej... Wiesz, powiem, że niezmiernie mnie ciekawi, co zrobisz z postacią Drew - zostawisz tak, jak teraz, jako tą "złą" czy może poznamy ją lepiej i zrozumiemy? Jakakolwiek by nie była odpowiedź, tutaj po prostu przegięła. Generalnie jestem ogromną przeciwniczką załatwiania prywatnych spraw publicznie, ale już nawet mniejsza o to. Ale żeby w taki sposób używać charmspeak? To jest chore, niemoralne i po prostu złe. Sil, ma rację, to straszna broń. Można zrobić z człowiekiem co tylko się zechce... Aż ciarki mnie przeszły po plecach. Powiem ci, że bardzo do mnie przemówił ten fragment Mitchellem, który zaczynał wierzyć Drew, choć nie chciał. Bardzo przejmujące i tragiczne. Serio, kiedy wiesz, że ktoś robi ci pranie mózgu i nic nie możesz na to poradzić... Straszne po prostu. Również dla naszej biednej Sil, która się temu przyglądała i nie mogła nic zrobić... Do czasu. Go, girl! Aż normalnie byłam z niej dumna, gdy zdołała złamać czar Drew. Brawo! Kocham po prostu końcówkę, kiedy Sil sobie uświadamia, w czym rzecz, i się przełamuję. Cudo. Magia :)Krótko mówiąc, jak zawsze rozdział czytałam z ogromną przyjemnością i wprost nie mogę się doczekać następnego.
    W marcu zdaje się są Twoje urodziny, tak? *Prosi w duchu, aby się nie pomyliła, bo będzie wstyd...* Kurczę, normalnie strasznie staro się teraz czuję. Za rok zmieni mi się cyferka z przodu! Straszność! No, ale nie o tym. Trzymam za Ciebie kciuki i pamiętaj, że zawsze wpadnę, by przeczytać i skomentować, nawet jeśli z opóźnieniem.

    Pozdrawiam i przesyłam uściski,
    Lakia

    OdpowiedzUsuń
  6. No no no. Kto by pomyślał. Drew to najzwyklejsza w świecie szmata xD
    No ale dobra. Rozdział bardzo spoko, nie mam na co narzekać. Chyba.
    XD nieważne.
    Mała, bezbronna Silena... chciałabym już móc czytać moment, w którym będzie miała normalne życie... ale do tego raczej nie dojdzie -.- znając ciebie xD :D
    BTW, częściej pisałabym komentarze, gdybyś ty częściej dodawała rozdziały :D ;) Mam nadzieję, że znajdziesz trochę czasu, żeby wstawić posta jeszcze przed Wielkanocą :/ :(
    Ale trzymam za ciebie kciuki ^^ :D
    Pozdrawiam,
    ślę uściski,
    całuski,
    a także zajączki wielkanocne ^^ (tak, już żyję świętami xdd)
    Xoxo ;*
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń
  7. Dodaj kolejny rozdział. Proszę, już nie wytrzymuje. Czekam od trzech miesięcy��

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra, Merr. Mam nowinkę.
    Otóż... mam bloga! :D
    Wpadaj, jak będziesz miała czas ;). Tu masz link:
    spokojnie-to-tylko-ja.blogspot.com

    xoxo;*
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny roździał :) A napisałabyś coś o Percym i Carterze? O ich dalszych przygodach? Myśle że fajna seria by z tego powstała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. KIEDY NASTĘPNY ROZDZIAŁ!? TO MNIE DOPROWADZA DO KOMPLETBEGO SZAŁU!

    OdpowiedzUsuń
  11. Siema, Merr :D. Gdzie jesteś? Co się dzieje? Kiedy rozdział? :/
    A tak poza tym, żeby cię zmotywować do pracy, proszę bardzo: zostałaś nominowana do LBA!
    Więcej szczegółów tutaj:
    https://spokojnie-to-tylko-ja.blogspot.com/2016/04/lba-liebster-blog-award.html
    Xoxo ;*
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałyśmy cię do LBA! Szczegóły tutaj: czas-herosow.blogspot.com
    ~Reyna i Annabeth

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej :)
    Chciałabym serdecznie zaprosić cię do nowo powstałego katalogu opowiadań :)
    Pozdrawiam
    Nicolette
    katalog-fanfiction-ksiazkowych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Merr, mógłbym prosić o kontakt?

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo oryginalny pomysł, jestem pod wrażeniem dobrego zapisu i niewielkiej ilości błędów, a tym bardziej poprawnemu zapisowi dialogów. Uwielbiam postać Sileany, szkoda mi Drew. Mieć tak beznadziejną osobowość… Świetnie odwzorowałaś postacie książkowe, piszesz długo.

    Najbardziej spodobał mi się początek rozdziału, te kłótnie Drew i Sileany sa takie 3

    A tak przy okazji:

    http://samotni-herosi.blogspot.com/

    Niezbyt piękny szablon, ale zapraszam. Historia chyba oryginalna, niekanoniczna, ale mi się podoba. Chwilowo mam jeden krótki rozdział, ale wen jest.

    Historia zaczyna się z punktu widzenia doświadczonej heroski, która nie chce dołączyć do żadnego obozu. Dodajmy, że wie o obu, ponieważ miała rzymskiego kolegę i grecką koleżankę w swojej drużynie, która niestety rozpadła się po pół roku. Czternastoletnia Georgia przez kolejne pół roku włóczy się samotnie, poszukując artefaktów do sprzedaży na targach herosów. Pewnego dnia przyszło jej zapolować na mantikorę w Westover Hall, aby zdobyć łuk, który sam się odnawia. Jak wszystko się dalej potoczy? Zapraszam do czytania.

    OdpowiedzUsuń
  17. Smutne jest to, że ten blog umarł... Szkoda, bo pomysł i historia były bardzo fajne, moim zdaniem. Zaglądam tu co jakiś czas z nadzieją, że jednak coś opublikujesz... Z nadzieją, że znajdziesz czas. Też nie mam czasu na pisanie, pomimo że bym bardzo chciała... Ale ponad rok tu się już nic nie dzieje... Szkoda, wielka szkoda... Życzę Tobie, Merr dużo weny i pomysłów oraz więcej czasu na pisanie, byś kiedyś tu wróciła. Ja będę czekać, będę zaglądać tutaj dalej co jakiś czas. Były momenty, że zaglądałam tu niemalże codziennie, by tylko zobaczyć, czy nie ma rozdziału. Wiem, że Twój styl się zmienił, ale mnie to nie przeszkadza, każdego styl się zmienia z czasem. Tak więc do zobaczenia, Merr i do następnego rozdziału ��

    OdpowiedzUsuń
  18. Tam był uśmiech jak coś, haha

    ~ Marfir (wcześniej Mar, czy jak tam wcześniej pisałam)

    OdpowiedzUsuń
  19. Już ponad rok czekam, ale mam nadzieję, że w końcu opublikujesz następny rozdział. Fajnie piszesz i miałaś fajny pomysł na fabułę, więc szkoda, że już nie pojawia się ciąg dalszy opowieści, tym bardziej, że sama napisałaś, że na pewno dokończysz pisanie OSS :(
    Tak czy owak życzę ci powodzenia w pisaniu i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń